W cztery oczy z nawałem pracy | Typografia, edytorstwo i design - Koło Naukowe Edytorów UŁ

Od czego zacząć? Wołanie o pomoc! Gdzie tam, mogłam wołać, nikt nie usłyszał… To może… Na początek wymyślmy zadania.

I tak też się stało. W pewne środowe popołudnie, kiedy słońce świeciło cudnie… Nie, nie świeciło. A może? Mniejsza z tym… wracając do głównego wątku — w środowe popołudnie śladowe ilości Koła zebrały się, aby ustalić zadania na typospacer, tym razem wersję specjalną, bo dla dzieci. Burza mózgów w naszym wykonaniu wyglądała dość chaotycznie, co z resztą ludziom o artystycznym podejściu i z wrodzonym geniuszem (co mamy po naszej Duchowej Matce Koła) zdarza się często i nie dziwi. Aby się nie zgubić w gąszczu pomysłów i idei rewolucyjnych wzięłam niebieski kajecik i notowałam co ciekawsze pomysły. Im więcej ustalaliśmy, tym moje przerażenie bardziej rosło. Coraz lepiej rozumiałam, że porwałam się z motyką na słońce.

Po burzliwych dyskusjach udało się w końcu ustalić listę zadań, która wkrótce na oficjalnym sobotnim spotkaniu, w wyniku większej burzy mózgów została zmodyfikowana i opracowana. Zanim jednak wydarzy się sobotnie spotkanie, dylematy, gdzie zorganizować typospacer będą przez jakiś czas mnie niepokoić. Ludzie, na których liczyliśmy i którzy dawali nam nadzieję na pomoc, krótko mówiąc, potraktowali nas niepoważnie.
Zostaliśmy sami na drodze do typospaceru, po drodze tracąc czas na ludzi, którzy sami nie wiedzieli, czy chcą nam pomóc. Pojawiło się pytanie: co dalej? Gdzie ma się odbyć ten typospacer?
Skoro ostatnia edycja miała miejsce w parku, to ta też niech będzie w parku. Pytanie: w którym? Parków w Łodzi bez liku. A może na Zdrowiu? No dobrze.

Teraz trzeba tylko zwołać ekipę, która nam pomoże. Wieści zostały rozesłane i w wyznaczoną sobotę pojawiła się ponownie garstka naszych kolarnych przyjaciół, która dokonała weryfikacji już ustalonych zadań, dodając kilka cennych uwag i pomysłów, które zostały wcielone w życie.

Nasza typograficzna mistrzyni — Kasia — stwierdziła, że „bardzo ważną zasadą, przy wyznaczaniu zadań jest, by zadania były takie, abyśmy sami umieli je wykonać, gdyż nie wiemy z kim przyjdzie się nam zmierzyć” i być może miała rację. Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać. Nasze obawy co do czarnego scenariusza (czyt. braku zainteresowania naszą inicjatywą) okazały się bezpodstawne.
Zawsze jednak istniał plan B — jeśli nikt nie przyjdzie, to my będziemy mieć świetną zabawę… Nie oznacza to jednak, żebyśmy jako organizatorzy bawili się źle. Nikt na nikogo nie krzyczał, nikogo nie poganiał, typospacer przebiegał we wręcz rodzinnej atmosferze. Zanim jednak doszło do typospaceru mieliśmy kolejny dylemat — pogodę. Znając polską aurę i jej niespodzianki trudno było przewidzieć jak to będzie i do ostatniej chwili męczyły nas obawy.

Nastał ten dzień, sprawdzenie stanu wszystkich potrzebnych rzeczy.
Karteczki z listą zadań są? Są. Nagrody? Mam. Identyfikatory? Zrobione, zapakowane. Dyplomy? Zrobimy jak będziemy znać listę osób, która przyjdzie, OK. No to skoro wszystko jest, to czas ruszać.
Godzina za niedługo zero. Komu identyfikator? Komu kartkę z zadaniami? Każdy wie co ma robić? Świetnie.

Godzina zero.

— Yyy, dlaczego nikogo nie ma? Czy to znaczy, że czarny scenariusz się sprawdził?
— Pójdę sprawdzić, czy kogoś nie ma przy wejściu od strony ZOO.
Myślałam sobie: tyle roboty i na marne? To chyba jakiś żart. Po drodze spotkałam uczestników.
— My na typospacer.
— Bardzo proszę, prosto. Czekają tam już.
Kiedy wróciłam na miejsce, nie wiedzieć z którego kierunku przybyli uczestnicy.
— To co, start?
START!

I potoczyło się.
— Wszystko ok.? Jak idą zadania?
— U mnie w porządku.
— To dobrze idę dalej robić zdjęcia.
— A u was jak tam?
— OK. Świetnie się bawimy.

Tak, kreatywność dzieci (i niektórych studentów) nie zna granic.
— Ile grup u was było?
— Teraz ostatnia.
Koniec. Nagrody. Pamiątkowe zdjęcie.
— Dziewczyny, super się spisałyście. Dzięki za pomoc, bez was by nie wyszło. UDAŁO NAM SIĘ!
— Łiii!

Raz jeszcze wielkie dzięki dla: Aldony, Asi, Beatrycze, Kasi, Magdy, Sylwii, Wiewióry!

Tekst i foto: Jowita Podwysocka-Modrzejewska

2 Comments to “W cztery oczy z nawałem pracy”

  • Wiewiór się wzruszył… :) Może nie powinnam o tym pisać, ale nie powstrzymam się:

    W: Jowi, jakie są nagrody?
    J: Masz tam w torebce, zobacz sobie.
    Wkładam rękę, losuję — i pierwsze, co wyciągam, to torebka ze zdechłą pasztetową xD

    Dziękuję, koniec uwag ;P

  • Oj tam, ktoś nam to podrzucił… Dziwne to było, ale dzień był szalony :D

Skomentuj

  • Spotkania

    Semestr zimowy 2015/2016

    Poniedziałki, 17.30–19.00
    (tydzień B)
    sala -01 (poziom -1), Wydział Filologiczny UŁ
    ul. Pomorska 171/173

    Najbliższe spotkanie wyjątkowo:
    w terenie – "Pozytyvka" o 18:30 w czwartek 17 grudnia

    Dowiedz się więcej o spotkaniach!

  • Polub nas!