Wizyta członków KNE w drukarni Piktor w Łodzi | Typografia, edytorstwo i design - Koło Naukowe Edytorów UŁ

Projektowanie i skład książek oraz akcydensów potrafi dać dużo frajdy. Niestety ta radość może szybko się skończyć, gdy zobaczymy nasze ukochane dzieło na papierze — mdłe kolory, tu coś obcięte, tu przesunięte, a modelka ze zdjęcia wygląda jak Freddy Kruger. Nieznajomość podstaw poligrafii potrafi mścić się z pełną mocą. Dlatego też członkowie naszego koła poprosili znajomą drukarnię o możliwość zwiedzenia jej zaplecza, by móc obejrzeć, jak pracuje nowoczesna oficyna drukarska.

Nieco przed godziną 9 rano stawiliśmy się w siedzibie Piktora, aby po chwili przejść do parku maszynowego. Przywitał nas pan Ireneusz Budzowski, który pokrótce opowiedział nam o drukarni. Firma posiada drukarki cyfrowe do czerni i koloru, „kieszonkową” wersję drukarki offsetowej, a także falcownicę, finiszer, sklejarkę i gilotyny do cięcia wydruku. Lecz wszystko po kolei.

Naszym przewodnikiem został pan zwany przez nas pieszczotliwie Serwisantem, który czuwa nad stanem technicznym maszyn. Na pytanie, co chcielibyśmy wiedzieć, odpowiedzieliśmy: wszystko!

I wszystko dostaliśmy.

Przemówiono do nas obrazowo, rozkręcając jedną z drukarek do materiałów czarno-białych za pomocą… klamki! Maszyny Konica Minolta (pamiętacie ich aparaty fotograficzne?) są zbudowane z modułów, które można swobodnie i łatwo wysuwać na prowadnicach celem serwisowania, konserwacji czy poprawy zaciętego papieru.

Zasada działania takiej drukarki niewiele odbiega od działania domowej tuszoplujki (za to cenowo już tak) — papier o formacie nieco większym niż A3 lub mniejszym zostaje podgrzany na kilku wałkach, a następnie wędruje na taśmę. Sama taśma jest wcześniej naświetlana obrazem tekstu tak, jak dzieje się z domową drukarką laserową z tą różnicą, że tutaj stosowane są światła LED ze względu na ich niższą cenę i porównywalną jakość do lasera. Co ciekawe, drukarka cyfrowa jest w stanie nanieść obraz na obie strony papieru jednocześnie. Po nałożeniu tuszu jest on utrwalany poprzez wtopienie na kolejnej grzałce i już — tekst wydrukowany.

Tą metodą można produkować ok. 170 stron na minutę, choć zależy to od konkretnego modelu. W przypadku druku kolorowego cztery tonery nanoszą po kolei farbę na papier. Tak przygotowany materiał trafia na falcownicę, o ile drukarka nie jest zespolona z nią, a potem można już go skleić i oprawić. Sama praca klejarki wygląda na banalnie prostą. Wystarczy umieścić arkusze z okładkami z jednej strony, a wkład z drugiej, a maszyna sama sfrezuje grzbiet, naniesie klej i zagnie okładkę. Ostatnim etapem jest przycięcie książek na gilotynie. Pan Serwisant pokazał nam zespół drukarski, który miał już komplet narzędzi. Po wyborze pliku i potwierdzeniu, drukarka rozgrzała się, zahuczała, zabrzmiały ostrza gilotyny i po kilku sekundach (sic!) na podajniku wyjechała gotowa książeczka.

Tak w dużym skrócie wygląda proces wydruku cyfrowego — całość jest przenoszona z komputera bezpośrednio do drukarki, czym różni się od tradycyjnego naświetlania płyt. Są oczywiście jeszcze urządzenia do lakierowania papieru oraz foliowania, lecz brakłoby miejsca, by to wszystko opisać.

Po obejrzeniu każdego zakamarka drukarki, wsadzeniu nosa w finiszer i zasypaniu pana Serwisanta milionem pytań, przeszliśmy do drukarki offsetowej. Justyna, która miała już okazję widzieć takie urządzenia, wspominała, że są — lekko mówiąc — wielkie: średnio kilkanaście metrów długości i kilka wysokości, a do tego potrafią zajmować całą halę. Naszym oczom natomiast ukazała się drukarka niewiele większa od ciężarówki dostawczej, której operatorem był pan Andrzej, drukarz z wieloletnim doświadczeniem i anielską cierpliwością do nas.

Drukarka offsetowa działa na zasadzie nanoszenia kolejno kolorów CMYK na papier za pomocą płyt z naświetlonym obrazem odpowiednio dla cyjanu, magenty, żółtego i czarnego. Taki proces pociąga za sobą rozmiary maszyny, lecz ta w Piktorze była dużo nowsza i składała się zaledwie z dwóch wałków przedzielonych dwiema gumami offsetowymi, co pozwalało na nanoszenie jednocześnie dwóch kolorów. Lecz to nie koniec! Drukarka posiada wbudowaną naświetlarkę korzystającą z błon polimerowych (na pamiątkę zabraliśmy kilka za zgodą drukarni), a także skaner sprawdzający, czy strony nie zawierają mniejszej ilości koloru, co pozwala zaoszczędzić farbę i sprawdzić jakość druku w czasie druku! Na potrzeby specjalnych zamówień można napełnić tonery kolorami dodatkowymi Pantone, by uzyskać doskonałą barwę. Całość jest podłączona do sieci drukarni, więc grafik może wysłać pracę i w kilkanaście minut później druk ruszy. Do tego całość jest operowana z dotykowego monitora, na którym mamy podgląd stron, a nawet możliwość korekty ich koloru czy położenia. Jak widzicie, to spory postęp w stosunku do metody naświetlania druku z kliszy. Pan Andrzej był tak uprzejmy, że pokazał nam wnętrze offsetu oraz zaprezentował różnice między drukiem cyfrowym a offsetowym. Choć postęp jest spory, nadal drukowanie „tradycyjne” ma przewagę w jakości — nakładanie kolejnych warstw pozwala uzyskać o wiele subtelniejsze przejścia gradientów, lepiej odwzorowuje kolory i daje precyzję, jakiej jeszcze nie uzyskują drukarki cyfrowe (i kto wie, czy kiedykolwiek uzyskają).

Skoro jesteśmy przy temacie kolorów, warto wspomnieć o pewnych zasadach przy projektowaniu materiałów z poszanowaniem poligrafii. Po pierwsze, większość drukarni będzie prosiła o skorygowanie kolorów, których suma barw CMYK przekroczy 300%. Taka ilość farby nie będzie w stanie wyschnąć prawidłowo, a w efekcie druk będzie do wyrzucenia. Ta wartość może wahać się zależnie od oficyny.

Drugim, chyba najczęściej popełnianym błędem jest dostarczanie grafiki w niskiej rozdzielczości i formacie kolorów RGB, nie CMYK. Nie dość, że obraz będzie przypominał ulicę Tramwajową po zimie, to jeszcze każdy wydruk może mieć zupełnie inny zestaw kolorów.

Trzecim błędem jest stosowanie bardzo dużych i subtelnych gradientów. Choć offset w Piktorze jest w stanie osiągnąć zabarwienie na poziomie 1%, to w rzeczywistości widzimy białą kartkę. Ogólnie subtelne kolory, o ile nie są elementem fotografii, mogą źle wyjść w druku.

Czwartym, może nie błędem, lecz wartym rozważenia rozwiązaniem, jest stosowanie profili ICC (International Color Consortium), czyli kalibracji monitora, skanera czy drukarki zgodnie z normą Fogra 39. Jeszcze niewiele drukarni wprowadziło to u siebie, lecz w przypadku Piktora możemy już liczyć na zgodność tego, co widzimy z tym, co wydrukujemy.

Po piąte — nie bądź ignorantem. Choć można poprawić błędy już w drukarni, to od ciebie zależy, jak książka czy akcydens będą wyglądały. Dlatego wysyłanie prac w Wordzie jest równoznaczne z morderstwem pandy. Do pracy DTP istnieją odpowiednie narzędzia, niektóre darmowe (jak Scribus).

Około południa wyszliśmy z Piktora nieco oszołomieni hałasem maszyn, trochę skołowani ogromem wiedzy, ale zdecydowanie usatysfakcjonowani i gotowi wdrażać nową wiedzę w życie. Spodziewajcie się, że z pewnością niejeden raz wrócimy do tego tematu!


Foto: KNE | więcej zdjęć w naszej galerii

Bardzo serdecznie dziękujemy całemu personelowi drukarni Piktor nie tylko za otwarcie przed nami swojego zaplecza, ale również za ogromną cierpliwość w odpowiadaniu na nasze pytania i szczegółowym opisywaniu pracy firmy.

2 Comments to “Wizyta członków KNE w drukarni Piktor w Łodzi”

  • Dawidzie, uwielbiam Twój styl pisania:)

  • Dla mnie tekst o pandzie miażdży wszystko =D.

Skomentuj

  • Spotkania

    Semestr zimowy 2015/2016

    Poniedziałki, 17.30–19.00
    (tydzień B)
    sala -01 (poziom -1), Wydział Filologiczny UŁ
    ul. Pomorska 171/173

    Najbliższe spotkanie wyjątkowo:
    w terenie – "Pozytyvka" o 18:30 w czwartek 17 grudnia

    Dowiedz się więcej o spotkaniach!

  • Polub nas!